Orana

PIANO QUINTET

 


Strona Główna

Przesłanie zespołu

O kwintecie

Skąd nazwa?

Tradycja zespołów
kameralnych

Muzycy

 

 

usikverein filharmoników wiedeńskich, Berlinerphilharmoniker, Concertgebouw w Amsterdamie, Teatro Reale w Madrycie, Metropolitan Museum w Nowym Jorku, wreszcie wspaniałe sale koncertowe Paryża, Tokio, Pekinu i Saint Petersburga - to tylko najbardziej prestiżowe z miejsc, w których oklaskiwany był Karol Jurewicz jako skrzypek i altowiolista Polskiej Filharmonii Kameralnej, a zarazem twórca kwintetu Orana. Ze sławną orkiestrą Wojciecha Rajskiego koncertuje on - bagatela - od 20 lat. Nagrał już z nią ponad trzydzieści płyt, niektóre dla znanych wytwórni jak Emi, Claves, Thorofon i Midas.

Podczas licznych tournee zespołu altówka Karola Jurewicza towarzyszyła występom największych gwiazd muzycznego Parnasu. Byli wśród nich wirtuozi klawiatury jak Krystian Zimerman i Anatol Ugorski, najwybitniejsi wiolonczeliści świata - Mścisław Roztropowicz, Mischa Maisky, Natalia Gutman i David Geringas, sławni skrzypkowie jak Vadim Riepin i Shlomo Minz oraz wielu innych.

Oprócz koncertów muzyki klasycznej Karol Jurewicz wraz z innymi członkami sopockiej orkiestry podejmował się różnych artystycznych eksperymentów, do których zaliczyć można współpracę z muzykami jazzowymi i rockowymi. Wymienić tu trzeba występy z polskimi jazzmanami - Włodzimierzem Nahornym i Leszkiem Możdżerem. Sukcesem okazały się też koncerty z rockową Electric Light Orchestrą, a zwłaszcza przygoda ze sławnym Chuckiem Mangione. Niezwykłym zdarzeniem muzycznym było koncertowanie z klarnecistą Giorą Feidmanem, wykonującym, artystycznie przetworzoną, ludową muzykę żydowską, wpisującą się w szeroki i popularny dziś nurt muzyki etnicznej.

Ta wszechstronność muzyków z orkiestry W. Rajskiego świadczy o nieograniczonych możliwościach i mistrzowskiej klasie członków tego zespołu, którzy w swych licznych podróżach artystycznych zdobyli status muzycznych obywateli świata.

Karol Jurewicz nie odcina się jednak od korzeni. Wyrazem tego jest założenie własnego kwintetu i nadanie mu nazwy Orana, której geneza wiąże się z dawnymi dziejami gdańskiej Oruni. Zarówno bowiem on, jak i jego przyjaciele z zespołu swoje życie zawodowe związali z Gdańskiem, miastem o tysiącletniej tradycji kulturalnej, którego genius loci stał się już literackim mitem dzięki książkom Gintera Grassa, Pawła Huelle i Stefana Chwina.

Żyjemy jednak w Europie ojczyzn, a małą ojczyzną Karola Jurewicza jest właśnie Orunia - dawna Orana , kiedyś podgdańska wieś, dziś jedna z dzielnic miasta. Mimo wcale bogatej historii, nie ma ona zbyt dużego dorobku kulturalnego i to właśnie założyciel Orany chciałby zmienić. W tym pragnieniu nie jest on odosobniony. Parę lat temu o Oruni powstała książka autorstwa innego jej mieszkańca - prof. Jerzego Sampa (UG), w której ciekawie opisuje on dzieje tej części Gdańska. Ich dramatyczny skądinąd przebieg tak podsumował autor publikacji:

"Patrząc na dzieje Oruni i Starych Szkotów z perspektywy ponad sześciu wieków, nie sposób nie zauważyć, iż historia tych przedmieść to jakby pasmo ustawicznych wzlotów i upadków, klęsk spowodowanych niestety w znacznie większej mierze przez wojny i oblężenia, w o wiele zaś mniejszym stopniu przez żywioły. To także dzieje heroicznego dźwigania się z ruin i odzyskiwania świetności (...)".

Jerzy Samp, Orunia, Gdańsk 1992, s.17.

A ta świetność to na przykład okazałe podmiejskie posiadłości gdańskich patrycjuszy z początków XIX wieku. To tutaj właśnie miał swój, otoczony pięknym parkiem, pałacyk dziadek sławnego filozofa Artura Schopenhauera. Stał on w miejscu obecnego Miejskiego Domu Kultury. Tutaj też w XIX wieku działały liczne instytucje wychowawcze, charytatywne przytułki i sierocińce, kwitło życie polonijne za czasów niewoli. I, co zdumiewające - dawna Orunia miała nawet ...walory zdrowotne, w przewodnikach turystycznych pisano o niej jako o uzdrowisku.

O tym wszystkim niesłusznie dzisiaj zapomniano. Warto na Orunię rzucić nowe światło, odsłonić to, co ciekawe dzisiaj. Taka myśl przyświecała Karolowi Jurewiczowi, gdy zakładając swój kwintet nazwał go Oraną. Z tym miejscem na mapie czuje się on emocjonalnie bardzo związany. Tu spędził dzieciństwo, ukończył Podstawową Szkołę Muzyczną imienia Henryka Wieniawskiego, cały czas mieszka i pracuje, co więcej - wiąże z nim piękną ideę. Wierzy, że swoją działalnością artystyczną uszlachetni wizerunek tej starej, gdańskiej dzielnicy o bogatej a zapomnianej dziś historii. Ma nadzieję, że jego kwintet dopisze do dziejów Oruni nową i piękną kartę.